Monachium, tu jest wszystko czego nienawidzę

Być może to jesień, być może to zmiana czasu na zimowy, być może to permanentny brak czasu, a być może to samo życie skłoniło mnie do napisania tego posta. Wbrew temu co się sprzeda, będzie się dobrze czytać i lajkować, zainspirowana wpisem na stronie ladnebebe.pl, słuchając odkrycia tego dnia, piszę.

Gdzie nie spojrzymy lub gdzie ja nie spoglądam, bo nie wykluczam, że patrzę w złym kierunku, a być może tylko tak niefortunnie źle się składa, z jednej strony jesteśmy wręcz bombardowani wykreowaną dla nas potrzebą bycia „naj” najlepszym, najpiękniejszym, najszczęśliwyszym, wysportowanym, uśmiechniętym, dobrze ubranym, zadbanym, ze nieskazitelną cerą, półką pełną mądrych nikomu w gruncie rzeczy niepotrzebym poradników, fit, slim, cool i jazzy… a z drugiej strony stykamy się z rzeczywistością, która po prostu nie podoła temu cudownemu obrazowi. Chociaż z penością to my nie podołamy. Temu cudownemu i gorzkiemu nurtowi dążenia do doskonałości dałam się porwać i ja. Z otwartą głową i sercem, pełna entuzjazmu kilka lat temu przeprowadziłam się do miasta będącego bohaterem tego posta. Monachium. Najbezpieczniejsze miasto Niemiec, najczystsze, z najwyższymi zarobkami na tle niemieckiego kraju, z najmniejszą stopą bezrobocia, najbogatsze i najlepsze w naszych najpiękniejszych wobrażeniach.

Jak się żyje w tym najwspanialszym mieście? Otóż tak jak w każym innym mieście, w którym żyłam dotychczas. Do plusów niewątpliwie można zaliczyć wspaniałą infrastrukturę, komunikację miejską, sieć bezpłatnych autostrad prowadzących w Alpy, czyste trawniki, na które się nie tylko patrzy, brak kałuż (tak, tym potrafię się zachwycać do dzisiaj). O banalnych plusach możecie poczytać na stronie Polka w Monachium (wpisy z serii 5 powodów). Dużym minusem, który mi niestety wszystkie te „naj” zasłania są ludzie tu mieszkający.

W rzadnym innym miejscu, w którym dotychczas byłam, nie spotkałam się z taką ilością zarozumialstwa, pychy i egoizmu. Ludzie tu mieszkający są przede wszystkim zamknięci w sobie. Jako przykład mogę podać to, że mieszkając tutaj prawie pięć lat nie znam swoich sąsiadów. Mało tego, owi sąsiedzi potrafią cię minąć nie mówiąc nawet najprostszego „hallo”. Typowej sąsiedzkiej gościnności, życzliwości, można by tu ze świecą szukać. Z Monachijczykami możesz zapomnieć, że umówisz się na kawę, bo ich kalendarze zajęte są na trzy miesiące do przodu, a słowo ”spontaniczność” dla nich nie istnieje. Człowiek oceniany jest zazwyczaj po ubiorze, na podstwie marek, które nosi. Nie masz torebki od Louis Vuitton za 3000 euro? Nie robisz urodzin na Majorce? A urlop nie na Bali? Mhm… Tu niezbędna jest jeszcze odpowiedź na pytanie, czym dokładnie się zajmowałam? Otóż przez prawie dwa lata pracowałam głównie z Monachijczykami w najbardziej rozpoznawalnej firmie w tym kraju, na pięknie brzmiącym stanowisku. No tak, ono tylko pięknie się nazywało. Co bowiem uwielbiają tutejsi mieszkańcy, to oprócz zwracania się do siebie po nazwisku, koniecznie ze wszystkimi tytułami, od inżyniera począwszy, to nadawanie nawet najprostszym rzeczom wziosłych nazw. Tak, aby wszystko było naj i dobrze brzmiało. I tutaj docierami do kolejnej typowo monachijskiej cechy. Dobrze wyglądać. Dobrze wyglądać ma twój samochód, więc ludzie bez wahania zadłużają się, aby móc lansować się najnowszą wersją bmw. Dobrze masz wyglądać ty, więc popyt na siłownie otwarte 24 h na dobę nikogo nie dziwi. Dobrze ma wygladać twój najlepiej dom, bo przecież wynajmowanie mieszkania jest fauxpas. No dobrze, a gdzie pycha i zarozumialstwo? A wylewa się właśnie drzwiami i oknami tych domów i mieszkań na kredyt. Sam już bowiem fakt mieszkania w Monachium podnosi nasz status społeczny. A jeżeli mieszkamy w odpowiednich dzielnicach, notowania lecą w górę. I nie ma tu za grosz przesady. Mieszkasz w Lehel, Ludwigvorstadt, Isarvorstadt– wyższa półka z ciebie.

A praca, kariera, możliwości, które daje stolica Bawarii? Zasada jest jedna i nazywa sie „znajomości”. Nic więcej dodawać nie trzeba. Chcących wgłębić się w temat odsyłam do posta Maski nie tylko na Halloween.

Monachium, stolica południa Europy, Monako północy. Zawsze kiedy wracam do tego najpiękniejszego miasta, uderza mnie jedno – jego bezosobowość i sztuczność, która niczym światło latarnii bije po oczach. Wszystko czego nienawidzę, znajduję właśnie niestety tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s