Kobietom w pewnym wieku odbija

Jakiś czas temu spotkałam się z powyższym stwierdzeniem. Zdanie to padło z ust młodego, rzekłabym inteligentnego skądinąd mężczyzny. I nie byłoby w tym stwierdzeniu nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jestem kobietą i na własnej skórze doświadczam owego „odbicia”.

Długo się zastanawiałam nad tym postem i nad właściwym ujęciem według mnie drażliwego społecznie tematu jakim jest zmiana zachodząca chyba u większości kobiet po urodzeniu dziecka. I nie mam tu na myśli zmian zachodzących w naszych ciałach, bo te wszak nie dotykają jedynie kobiet. Chodzi mi o zmiany w naszych głowach, w naszym spojrzeniu na życie, na nasze otoczenie.

Otóż zanim zostałam mamą wiodłam lekkie i przyjemne życie najpierw singla, potem partnerki. Mój dzień składał się głównie z pracy a sen z powiek spędzały mi cele i budżety w prowadzonych przeze mnie projektach. Wydarzeniem były wakacje, wyjście do kina, kawiarni. Cele, które sobie stawiałam, realizowałam bez wysiłku i to nie dlatego, że  nie były ambitne – po prostu miałam na to czas i siłę.

Odkąd się przeprowadziłam za granicę i urodziłam dziecko, mogę śmiało powiedzieć, że rozpoczęłam drugie życie. Czy lepsze, czy gorsze? Cóż, na pewno diametralnie inne. Poczucie bezkresnej straty i tęsknotę za starym noszę w sobie do dzisiaj. Koleżanka kiedyś powiedziała, co ja bym zrobiła jakbym nie miała dziecka? Pojechałabym enty raz na Wysypy Kanaryjskie, podróż dookoła świata? No cóż, ja bym poszła spać. Słyszałam również inne słowa:”nic już nie będzie takie jak przedtem”.Święta prawda. Urodzenie dziecka udowodniło mi, że po pierwsze natura z nami zawsze wygra, a po drugie, że żyję w społeczeństwie, którego nie akceptuję.

Kiedy moja mała Alpinistka miała kilka miesięcy, miałam poczucie, że już w miarę ogarnęłam siebie i swoje życie. Poukładany plan dnia, miejsce w żłobku, kurs dla matek chcących wrócić do pracy (power_m) ukończony i nic tylko ruszać do boju na rynku pracy. Mój optymizm malał w zastraszającym tempie i do dziś załuję , że nie ma grup wsparcia, czegoś na wzór AA, dla młodych matek, które nie chcą do końca życia pozostać tylko matkami. Na rozmowy kwalifikacyjne szłam (przynajmniej w początkowej fazie) jako pękająca w dumy Matka Polka. Umiałam bowiem pogodzić opiekę nad dzieckiem z opieką nad domem (posprzątać, umyć, wyprać, wyprasować), z własną edukacją (kursy niemieckiego, angielskiego, studia zaoczne), z aktywnym szukaniem pracy. Czułam się jak wielofunkcyjny robot: opiekunka, sprzątaczka, zaopatrzeniowiec, planista, lekarz, przedszkolanka, animator oraz budzik oczywiście. Gdzieś tylko poczucie bycia kobietą i żoną się zgubiło lub po prostu nie starczało na nie miejsca na liście todo. Obwieszczając światu i potencjalnemu pracodawcy, iż jestem matką, narażałam się na pytania typu: a kto zaaopiekuje się dzieckiem jak zachoruje, a czy planuje pani drugie dziecko, a co pani zrobi gdy przedszkole będzie zamknięte. Zaraz, zaraz. Dlaczego nikt nie pyta mnie o doświadczenie zawodowe, o moje kwalifikacje, o mój pomysł na siebie za rok i za pięć lat. Dlaczego są mi zadawane pytania, które chodźby we względów prawnych nigdy nie powinny paść? Z uśmiechem na twarzy nastawiałam jeden policzek, drugi policzek i wracałam do domu. Taki scenariusz powtarzał się niestety wielokrotnie i powtarza się do dzisiaj. Pojawiają się tylko nowe wątpliwości: czy, to że jestem matką sprawia, że całe moje życie „przed” się nie liczy (w moim przypadku był to okres powiedziałabym śmiało kariery zawodowej), czy o to samo pyta się mężczyzn, dlaczego na tym samym stanowisku są dysproporcje płacowe wynikające z płci, dlaczego kobieta chcąca wrócić na rynek pracy spotyka się z tak wielkim konserwatyzmem oraz patriarchalnym podejściem, dlaczego państwo jedynie iluzorycznie wspiera matki oraz rodziny z dziećmi? Czułam, że jestem bezsilna, zamknięta w pułapce, w uliczce jednokierunkowej, której kierunek mi nie odpowiadał. Szukałam więc rozwiązań. Jednym z nich było pogodzenie się z przyjętymi normami społecznymi i rozpoczęcie pracy w korporacji. Musiałam przedtem prawie że uroczyście przysiąc przed przyszłym szefem, iż drugiego dziecka nie planuję. Praca w korpo był dla mnie ciężkim okresem poprzeplatanym płaczem tęskniącego dziecka, moją ambicją powrotu za wszelką cenę do życia zawodowego, wyrzutami sumienia i chęcią sprostania wszystkim oczekiwaniom. Mimo, że padałam na nos, codziennie rano wraz z szarym i bezosobowym tłumem przelewałam się z metra do budynku korporacji. Wytrzymałam dokładnie półtora roku, po tym czasie postanowiłam zmienić swoje życie, co właśnie opisane zostało zdaniem „kobietom w pewnym wieku odbija”.

Zastanawiam się czym jest owo szaleństwo? Z jednej strony określiłabym je jako dojrzenie do sytuacji, w której się znajdujemy w danym momencie życia i wzięcie za nią odpowiedzialności. Aby jednak zachowanie to miało nutkę szaleństwa, postępujemy wbrew oczekiwaniom i normom społecznym. Po urodzeniu dziecka zmianiają się nasze priorytety i widzimy, że trudno pogodzić je z zastaną sytuacją. Chcemy wrócić na rynek pracy, a tymczasem nie otrzymaliśmy dla dziecka np. miejsca w żłobku, a na nianię po prostu nas nie stać lub rynek pracy przed nami się zamknął. Nasz etat został przydzielony młodej, bezdzietnej koleżance, która nie widzi problemu w tym, aby pracować po godzinach lub w weekendy. W takiej sytuacji możemy zgodzić się na to, co i na jakich warunkach nam dają i tak zrobiłam ja, możemy próbować pewne fakty zatajać przed potencjalnym pracodawcą (o tym pisałam w poście Maski nie tylko na Halloween) lub możemy próbować realizować nasze marzenia samodzielnie, co próbuję właśnie teraz robić. Tutaj jednak oprócz wsparcia meterialnego potrzebujemy dużo dużo wiary w siebie i w swoje możliwości.

Czasem mam nieodparte wrażenie, że społeczeńswto daje matkom dwie możliwości. Pierwsza to bycie wielofunkcyjnym matkowym robotem, takim, któremu nie płaci się za pracę (kto słyszał o emeryturze dla tzw. gospodyń domowych ręka w górę), a druga to bycie idealną, piękną i gładką kobietą pracującą 48h/dobę. Na końcu obydwu tych dróg stoi jednak wewnętrzny bunt. Budzimy się z tego letargu, jedne wcześniej, jedne później, i chcemy działać, iść do przodu, zmieniać siebie i otaczający świat, odkrywać: zakładać firmy, rozwijać pasje, manifestować, łamać schematy, udowadniać. Czyste szaleństwo…

Z czego szaleńswto kobiet wynika? Czy ma to związek z wiekiem? Być może. Może potrzebujemy dostać kopniaka w swoje cztery litery, aby się ocknąć. Dla jednych takim kopniakiem będzie dziecko, dla innych chęć pracy.  Czy ma to do czynienia z płcią? Nie sądzę. Wierzę bowiem w to, że owe szaleństwo dotyka również mężczyzn. Przynajmniej im tego życzę.  Żyjemy w czasach, gdzie pozycja mężczyzn jest mocno uprzywilejowana (budzi się we mnie feministka) głównie na rynku pracy, więc trudniej o skrajne sytuację pokazujące, że coś jednak nie gra w ich życiu zawodowym. A pojawienie się dziecka? No cóż, niestety dosyć powszechny jest obrazek ojca, którego rola sprawadza się do dania całuska na dobranoc.

Absurdalność naszych czasów, narzucanych nam ról społecznych, męskiego rynku pracy i płacy sprawiają, że kobietom w penym wieku odbija, ale… „choć to szaleństwo, jest w nim przecie medota„.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s